Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA
SEANS
Medium zakomunikowało, że jest zmęczone i chwilowo pauzuje, a następnie
wyłączyło się z Kręgu i zapadło w drzemkę, więc cały trud wziął na siebie jego
pomocnik. Trzykrotnie wypowiedział Wielką Formułę, a wspomagająca go osoba
medialna powtórzyła ją za nim.
Pomocnik wzywał ducha Napoleona, największego wodza
wszechczasów.
- Wzywam cię, duchu Napoleona, największego wodza wszechczasów - powtórzyła
osoba medialna.
Widmowe światło rozproszyło mrok w pokoju i słaby głos szepnął:
- Dzięki.
Głos należał do ducha. Duch był blady, niepozorny, cherlawy. Miał rozwichrzone
włosy, sińce pod oczami i długie zęby.
- Nareszcie - powiedział pomocnik.
- Całkowicie się z tym zgadzam - oświadczył duch. - Tyle tu pyszności.
- O czym on mówi? - osoba medialna zwróciła się do pomocnika.
- O czym ty mówisz? - spytał pomocnik
- Och, nie przejmujcie się mną. Róbcie dalej swoje.
- On wcale nie jest podobny do Napoleona. Wygląda, jakby umarł z niedożywienia.
- Jestem wymizerowany, to fakt, bo dawno nie ssałem.
- A co ssiesz?
- Nie przejmujcie się mną, naprawdę. Szybko dojdę do siebie. Tyle tu pyszności.
- Mówię wam, że to nie jest Napoleon - powiedziała osoba medialna.
Duch oburzył się.
- Wzywaliście największego wodza wszechczasów, no nie? Więc o co chodzi?
- Lepiej obudźmy medium - zaproponował jeden z uczestników seansu. - Może go
rozpozna.
Wyrwane ze snu medium rozkleiło powieki i wlepiło wzrok w ducha.
- O - zdziwiło się - wywołaliście Draculę?
- Teraz wszystko jasne - powiedziała osoba medialna. - Dracula. Wyrzućcie go
stąd.
- Chwileczkę - zaprotestował duch. - Ja się nie narzucam. Chętnie znajdę sobie
inne miejsce. Wszędzie tu tyle pyszności. Zostawcie mnie tylko w spokoju.
- Znikaj! - zażądało medium i duch zniknął.
Pomocnik znowu trzykrotnie wypowiedział Wielką Formułę. W pokoju zjawił się koń.
- Koń - stwierdziła osoba medialna.
- Koń - przyznali uczestnicy seansu.
- Koń czy nie koń - powiedział koń - w każdym razie konsul.
- Kto?
- Konsul. Zapytajcie Bucika Kaligulę.
- To Incitatus - wyjaśniło medium.
- A gdzie cesarz? - spytał ktoś z uczestników.
- Tam - powiedział koń.
Pod ścianą stał Kaligula. Pochylał się nad złotym żłobem i jadł. Sieczka
chrzęściła mu w zębach.
- Hej, Kaligula! - zawołała osoba medialna.
Cesarz podniósł głowę, żując.
- Co to za poufałość? - powiedział z pełnymi ustami. - Jestem boski, jasne?
- Dlaczego jesz sieczkę? - zaciekawił się pomocnik. - Jakiś kryzys w cesarstwie?
- Jestem zdetronizowany - wyjaśnił Kaligula. - Incitatus chce przejąć władzę.
- Więc walcz.
- Walczyć? Po co? Mam złoty żłób.
- Skoro nie chcesz walczyć, to po coś tu przyszedł? Myśmy wzywali największego
wodza wszechczasów.
- Och, zawracanie głowy - odpowiedział Kaligula.
Nabrał do ust nową porcję sieczki, wzruszył ramionami, skinął na konia i obaj
znikli.
Pomocnik westchnął.
- Jeszcze raz? - spytał.
Uczestnicy seansu przytaknęli. Po raz kolejny została wypowiedziana Wielka
Formuła.
- Wzywam cię, duchu największego wodza wszechczasów - powtórzyła ją osoba
medialna.
W błękitnej poświacie ukazał się na chwilę stolik, przy
którym dwie osoby grały w karty. Potem zaroiło się wokół i stolik zasłoniły
tłumy eterycznych postaci. Powstał ścisk i zamęt, wkrótce w pokoju zabrakło
miejsca, mimo to najwięksi wodzowie wszechczasów przybywali nadal w
zatrważających ilościach. Przed nich wszystkich, krzycząc i gestykulując,
wysunął się niski mężczyzna z wąsikiem.
- Jestem! - ryknął.
- To nie ty - powiedział pomocnik. - To ten przy stoliku.
- Z gruntu błędne przekonanie tkwi w świadomości ludzi - oświadczył duch z
wąsikiem. - Im się wydaje, że każdy może rządzić, każdy szewc czy każdy
krawiec...
- Spierdalaj! - powiedział pomocnik i machnął ręką.
- Czekaj - powstrzymała go osoba medialna. Zwracając się do ducha, spytała: -
Pomalujesz mi mieszkanie?
- Ja? Ja byłem najwyższym sędzią...
- Nie chcemy sędziów - rzekł któryś z uczestników. - Wynoś się!
- Zgodnie z wolą Opatrzności mam do spełnienia historyczną misję. I spełnię ją!
- Medium, usuń go natychmiast!
Medium otworzyło oczy. Duch pospiesznie cofnął się.
- Precz, wszyscy precz!
Pokój wyludnił się szybko. Pozostał w nim tylko stolik,
przy którym siedziały dwie osoby. Na jego zielonym suknie leżały stosy złota.
Napoleon dobierał karty, Marysieńka niecierpliwie zerkała w swoje, oblizując
przy tym wargi.
- Więc jednak jesteś, największy wodzu - ucieszyła się osoba medialna.
- Poczekajcie - odpowiedział Napoleon. - Mam dobrą passę. Kochanie, ty
zagrywasz.
Marysieńka dodała do puli rulon złotych monet.
- Jedno pytanie, największy wodzu - powiedział pomocnik.
Napoleon przebił, Marysieńka dopłaciła.
- Sprawdzam - pisnęła rozemocjonowana.
- Największy wodzu... - zaczął pomocnik.
- Zaraz, zaraz. Sprawdzasz, kochanie? Proszę, pary dębowe.
- Słabe - oświadczyła Marysieńka. - Ja mam trójkę waletów.
Napoleon rzucił karty na zielone sukno stolika.
- To przez was - powiedział oskarżycielskim tonem.
I zniknął wraz z Marysieńką.
Uczestnicy seansu spojrzeli po sobie w milczeniu. I
nagle usłyszeli podejrzane hałasy dobiegające zza drzwi. Jeden po drugim
podnieśli się z miejsc i wyszli na korytarz.
Na korytarzu zastali Kaligulę. Kaligula przymierzał
damskie kozaczki. Był wściekły, bo nogi nie chciały mu wejść. Z sąsiedniego
pokoju kilka eterycznych postaci wynosiło meble. Za nimi, usiłując zachować
godność, stąpał duch z wąsikiem. Taszczył na plecach telewizor. Pośrodku
korytarza, kierując ruchem, siedział Incitatus z grzywką zaczesaną na lewą
stronę.
Do strony Jacka Sawaszkiewicza