Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA
WIOSNA
Którejś nocy, równo z wybiciem godziny dwudziestej czwartej, obudziło nas
walenie do drzwi. Półprzytomny zwlokłem się z małżeńskiej kanapy-tapczanu i
poczłapałem na korytarz.
- Kto tam? - zapytałem, nie przestając ziewać.
Na klatce schodowej rozległo się wpierw kilka sapnięć, po czym głęboki baryton
oznajmił:
- Wiosna!
Z ociąganiem otworzyłem drzwi. Do mieszkania wtoczył się osobnik wielki jak
kolumna dorycka. Bez pytania usiadł w moim ulubionym fotelu.
- Zawsze myślałem, że wiosna, jeżeli już musi, wciela się w postać kobiety. Tak
przynajmniej utrzymywali poeci. To bardzo rozpowszechniony topos - powiedziałem
do przybysza.
Przybysz machnął ręką.
- Córka ostatnio niedysponowana - wyjaśnił - więc przyszedłem niejako w
zastępstwie.
Potem rozejrzał się dokoła i wrzasnął zdumiony:
- Co to ma znaczyć, jasna gwinea?! Okna nie umyte, firanki brudne, meble
zakurzone! To tak się wita wiosnę?!
Zawstydzony, czym prędzej
wziąłem się wraz z żoną do wiosennych porządków. Gruntownie odkurzyliśmy całe
mieszkanie, córka umyła okna, syn powiesił nowe zasłony i firanki, ja
zapastowałem podłogi. Gdy o piątej rano skończyliśmy robotę, naszego gościa już
nie było. Razem z nim zniknęły karakuły mojej żony, kożuch córki i futrzana
kurtka syna. Przybysz zostawił tylko swoją wizytówkę z napisem:
WALDEMAR WIOSNA
Skup i sprzedaż
odzieży zimowej
Do strony Jacka Sawaszkiewicza