Antypatia
Siedzieliśmy z ojcem na parkowej ławce. Obok nas przysiadła dama z pieskiem. Piesek miał rasowo zdeformowaną mordę buldoga i przebiegłe spojrzenie. Dama wyglądała mniej odrażająco.
- Przyjemne popołudnie - rzekła pod adresem mego taty. - Spokojne i ciepłe, prawda?
Tato przytaknął nieśmiało. Piesek zbliżył się do nas, obwąchał nasze nogawki i zamerdał ogonem.
- Pan musi być dobrym człowiekiem - podjęła pani. - Inaczej Brutus nie objawiałby tak spontanicznie swojej przyjaźni.
Ojciec znów przytaknął powściągliwie. Dama przysunęła się do niego i zajrzała mu w oczy.
- Lubi pan zwierzęta? - spytała.
- Owszem - wybąkał tato.
Piesek powtórnie zapoznał się z zapachem jego spodni, a następnie położył mu przednie łapy na kolanach. Ojciec zesztywniał.
- Och - ucieszyła się pani. - Brutus pana zaakceptował. Wyraźnie przypadł mu pan do gustu.
- Szkoda - powiedziałem. - Bo my musimy zaraz wracać.
Dama popatrzyła na mnie dziwnie.
- Śliczny chłopczyk - rzekła tym razem pod moim adresem. - Podobny do Brutusa.
Tato przytaknął po raz trzeci. Siedział wyprostowany i wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Wyglądał nieszczególnie.
- No to co? - spytałem. - Idziemy?
- Daleko pan mieszka? - zagadnęła pani tatę.
- Na drugim końcu miasta - zełgałem.
- Do mnie jest znacznie bliżej - zakomunikowała dama. - Mieszkam za rogiem.
- Czas na nas - oświadczyłem i szarpnąłem tatę za rękaw. Pani znowu popatrzyła na mnie dziwnie.
- Mam w domu świetną kawę - powiedziała zachęcająco. - I rum.
- Tato jest niepijący - odrzekłem. - A kawa szkodzi mu na serce.
Przez chwilę zanosiło się, że dama przyleje mi parasolką. Wreszcie zapytała ojca:
- Długo będzie się pan tak pozwalał tyranizować smarkaczowi? Tato nie odrywał wzroku od niezmierzonej dali. Czoło zwilgotniało mu od potu.
- Chodź, Brutus - powiedziała pani. - To jakiś przygłup. Piesek ziewnął i niechętnie podążył za swoją panią. Ojciec głośno wypuścił z płuc powietrze.
- O rany - przemówił, kiedy dama zniknęła nam z oczu. - Jak ja nie cierpię buldogów!
|