UFO
UFO zjawiło się na naszym podwórzu około czwartej. Było duże i przypominało nieco autobus. Miało pozapalane światła pozycyjne. Obudziło nas brzęczeniem i łomotaniem. Od czasu do czasu posykiwało z animuszem.
Razem z ojcem przykleiliśmy nosy do szyby.
- Nie ma najmniejszej wątpliwości, że to UFO - powiedziałem. - Jest na nim nawet odpowiedni napis. Wprawdzie pierwszej litery dobrze nie widać, ale druga to chyba F, a trzecia na pewno O.
- Ci kosmici robią się coraz bezczelniejsi - odrzekł tato. - Lądują już nawet w centrum miasta.
Obok UFO uwijały się ludziki. Były dziwnie ubrane i nosiły na głowach hełmy. Prawdopodobnie próżniowe. Karnację miały dużo ciemniejszą od ludzkiej, ale czy zieloną - nie wiadomo, bo na dworze było jeszcze ciemno.
- Mówią jakby po naszemu - powiedziałem. - I prawie to samo, co pan dozorca, kiedy się czymś zdenerwuje. Ojciec podrapał się po klatce piersiowej,
- Spójrz na ich dłonie - rzekł. - Noszą chyba rękawice.
- To złudzenie - zaprzeczyłem. - Oni mają po prostu palce zrośnięte błoną.
Przez minutę wyglądaliśmy przez okno w milczeniu. Z UFO raz po raz opuszczał się trap i zaraz był wciągany z powrotem.
- Pewnie coś im się zacina - mruknąłem. Tato popatrzył na mnie podekscytowany.
- Może zrobimy im zdjęcie? - zapytał. - Byłby jakiś dowód, że widzieliśmy kosmitów.
Od razu wzięliśmy się do szukania aparatu fotograficznego. Zabrało nam to trochę czasu, tak że kiedy wróciliśmy pod okno, kosmitów już nie było. Zniknął także ich pojazd.
Dlatego nikomu nie opowiadamy o naszym bliskim spotkaniu trzeciego stopnia. Bo kto nam uwierzy, że kosmici wykradli całą zawartość kubłów na śmieci?
|