Mafioso
Odwiedził nas podejrzany pan. Był skąpo zarośnięty, miał wielką torbę przewieszoną przez ramię i mówił barytonem.
- Wstrzeliwuję kołki - oznajmił, gdy wcisnął się przez drzwi. Tato wytrzeszczył oczka,
- Co pan robi? - zapytał.
- Wstrzeliwuję kołki - powtórzył pan.
Ojciec popatrzył na mnie, a potem na pana.
- Nie bardzo rozumiem - rzekł ostrożnie. - To znaczy, że ma pan przy sobie coś, co strzela? Przybysz wzruszył barami.
- Jasne, że mam - odparł. - Przecież z gołymi rękami nie pójdę na robotę.
Wyciągnął z torby przedmiot, który z grubsza przypominał broń przeciwpancerną, zarepetował go i podsunął nam pod nos.
- Biorę pięć dych od sztuki - powiedział. Cofnęliśmy się w głąb mieszkania.
- Ale my nie mamy w domu nic wartościowego - wyjąkał tato. Pan znowu wzruszył barami.
- Nie przyszedłem tu na handel - oświadczył - tylko żeby zarobić. No to jak, wstrzelić wam te kołki? Ojciec przybladł.
- Gdzie? - zapytał.
- Mnie tam wszystko jedno - odrzekł przybysz. - Mogę w ścianę, w sufit, w podłogę, gdzie chcecie. Cena ta sama. Powtórnie wymieniliśmy z tatą spojrzenia.
- A po co pan to robi? - spytałem. Przybysz po raz trzeci wzruszył barami.
- Jak to po co? - burknął ważąc w dłoni swoją broń. - Żeby uzbroić mieszkanie. Ojciec głośno przełknął ślinę.
- Uzbroić? - zapytał łamiącym się głosem. - A co, zanosi się na coś?
Mężczyzna westchnął ciężko.
- Ja nie mam czasu na gadanie - rzekł. - Decydujesz się pan, czy nie? Tatko oblizał wargi.
- Jeżeli pozostawia mi pan możliwość wyboru - odparł cicho - tobym wolał, żeby postrzelał pan sobie gdzie indziej.
Przybysz zawiesił na nas ciężkie spojrzenie. Potem wrzucił broń do torby, powiedział parę niezrozumiałych wyrazów i wyszedł trzaskając drzwiami.
Niezwłocznie zabarykadowaliśmy się w mieszkaniu.
Z przedstawicielami mafii nie ma żartów.
|