Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Rezerwy

Z początkiem miesiąca u ojca na budowle zjawiło się trzech panów. Mówiono, że to kontrola ze zjednoczenia. Panowie nie wdawali się z nikim w rozmowę, tylko sobie chodzili i patrzyli. Wyglądało, że czegoś szukają.
- Może w czymś pomóc? - zapytał tato przyjaźnie jednego z nich.
Pan spojrzał na ojca nieufnie.
- Dobra, dobra - odpowiedział. - Przed nami nic się nie ukryje.
Po tygodniu panowie zmienili teren poszukiwań. Nawiązali kontakt z panią magazynierką i jedną panią z zaopatrzenia i odtąd szukali wspólnie z paniami - głównie w narzędziowni, a jak było cieplej, to pod wiatą. Chyba ze skutkiem, o czym świadczyły różne odgłosy.
Budową przestali się jakby interesować. Tylko raz jeden z panów, wskazując betoniarkę, zagadnął ojca:
- Co to jest?
- To jest betoniarka - odparł tato. Pan pokręcił głową z uznaniem.
- Czego to ludzie nie wymyślą - rzekł sentencjonalnie i poszedł sobie.
Przedwczoraj niespodziewanie przyjechała nowa grupa panów. Poszliśmy z ojcem do barakowozu, żeby się dowiedzieć czegoś nowego o przyjezdnych.
Sekretarka kierownika budowy nie wiedziała, za co się złapać.
- To są członkowie Wojskowej Grupy Operacyjnej - wyszeptała.
Członkowie Wojskowej Grupy Operacyjnej odjechali jeszcze tego samego dnia, a wczoraj panowie prowadzący poszukiwania przestali prowadzić poszukiwania. Ubrano ich w kombinezony robocze i zagoniono do mieszania zaprawy.
Członkowie Wojskowej Grupy Operacyjnej w ciągu godziny odnaleźli to, czego trzej panowie ze zjednoczenia nie mogli znaleźć od miesiąca: ukryte rezerwy.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow