Głaz
Spacerując z tatkiem po naszym miasteczku natknęliśmy się na tłum rajcujących ludzi. Ludzie stali dokoła głębokiego wykopu, w wykopie zaś stał samotny pan ubrany w roboczy garniturek. Stał i z niechęcią patrzył na leżący opodal głaz.
- Niech go wtoczy po tamtej stronie - podpowiedział ktoś z tłumu. - Tam jest mniej stromo. Pan oderwał wzrok od głazu i zlustrował zbocze wykopu za sobą.
- Trzeba podejść lekkim skosem - dorzucił zasłaniający nam widok mężczyzna.
Pan w wykopie splunął w dłonie. Potem pochylił się nad głazem.
- Nie, nie tak! - zawołano z nasypu. - Bierz go od spodu! Pan wziął głaz od spodu.
- Pchaj go ramieniem - poradził obserwator z przeciwka.
- I trzymaj się koleiny - dodał inny.
Głaz powoli ruszył. Policzki pana nabrały rumieńców.
- Z wyczuciem! - krzyknął do niego mężczyzna, który opierał się o nasze plecy.
- Tylko nie przewracaj go na bok - odezwał się drugi, stojący po sąsiedzku,
- I więcej pary! - zachęcił pana z wykopu kolejny kibic. W połowie zbocza pan jak gdyby zwolnił. Był purpurowy na twarzy. Widzowie wydali z siebie okrzyk zgrozy.
- Nie stawaj! - zażądał ktoś z przodu. - Bo później go nie ruszysz!
- Masz już niedaleko! - zakomunikowano z przeciwległej strony. Pan naparł na głaz barkiem. Oczy wylazły mu z orbit.
- Hej, raz! - wrzasnął mi wprost do ucha czyjś tenor.
- Hej, raaz!! - podchwycili następni.
Z punktu poskutkowało. Pan wraz z głazem pokonał dalsze parę metrów.
- Hej, raaaz!!! - ryknęła zgodnie część zgromadzonych.
- Hej, raaaz!!! - odpowiedziała równie zgodnie pozostała część.
- Hej, raaaz!!! - powtórzyli wszyscy, I już po minucie pan z głazem był na górze. Zapanowała ogólna radość. Wspólnymi siłami można dokonać cudów.
|