Luka
- Czy wiesz - zagadnął mnie tato, kiedy przed miesiącem wrócił z zebrania samorządu mieszkańców - że my, jako lokatorzy tego domu, podlegamy Komitetowi Blokowemu?
- Coś niecoś o tym słyszałem - odparłem. Ojciec machnął ręką, żeby mu nie przerywać.
- Komitet Blokowy natomiast - ciągnął - podlega Komitetowi Obwodowemu, a Komitet Obwodowy podlega Komitetowi Osiedlowemu. Nad Komitetem Osiedlowym jest jeszcze mnóstwo coraz ważniejszych komitetów, ale nie w tym rzecz.
- A w czym? - spytałem.
- W tym - odpowiedział tato - że takiemu Komitetowi Blokowemu, oprócz nie zorganizowanych lokatorów, nie podlega już żaden komitet.
- To musi być dla tego Komitetu dosyć przykre - zauważyłem.
Ojciec zgodził się ze mną.
- I właśnie, żeby wypełnić tę lukę - rzekł - powołamy zaraz Komitet Mieszkaniowy.
- My? - upewniłem się.
Tato potwierdził.
- Komitet Mieszkaniowy - wyjaśnił - jak sama nazwa wskazuje, będzie działał na terenie naszego mieszkania. Musimy tylko jakoś się ukonstytuować, czyli wybrać przewodniczącego i członka.
- Chętnie zostanę przewodniczącym bez wyborów - wyraziłem gotowość.
- Wykluczone - powiedział ojciec. - Wybory muszą się odbyć.
Od razu też wyrwał z notesu dwie kartki, wykaligrafował na nich swoje imię a poniżej moje i wręczył mi jedną. Przed sobą położył beret, żeby było gdzie wrzucać głosy.
- Pierwszy na liście kandyduje do funkcji przewodniczącego - rzekł. - Natomiast drugi zostaje członkiem. Jeżeli nie odpowiada ci kolejność, możesz ją zmienić. Ale uczciwie ci radzę niczego tam nie bazgrać.
Bez namysłu skreśliłem imię taty z pierwszego miejsca i umieściłem na drugim, po czym wrzuciłem kartkę do beretu. Ojciec swoją także wrzucił i obie starannie wymieszał, żeby nie było wiadomo, kto na kogo głosował.
Potem długo porównywał ze sobą nasze kartki.
- Coś tu nie gra - powiedział wreszcie.
Zaniepokoiłem się.
- Co? - spytałem.
- Po prostu jesteś niepełnoletni i nie masz jeszcze prawa do głosowania - odparł tato z przekonaniem. - Ale poza tym wybory są ważne. Stwierdzam to jako komisja skrutacyjna.
- Więc kto został przewodniczącym?
Ojciec ponownie zajrzał do kartek.
- Ja - oznajmił. - Jednogłośnie.
Później polecił mi przyszykować kolację, a sam przystąpił do opracowywania planu zadań dla Komitetu Mieszkaniowego na najbliższe lata.
Pierwsze dni po głosowaniu były nie do wytrzymania. Tato kazał się tytułować "panem przewodniczącym" i obiecywał zreorganizować życie w naszym mieszkaniu.
Po tygodniu, na szczęście, zapał w nim zmalał. Po dwóch prawie zupełnie mu przeszło.
A teraz jest już po staremu.
Jak w życiu.
|