Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Gotówka

Ojciec dostał premię, więc skorzystałem z okazji i upomniałem się o dwadzieścia złotych, które mi obiecał w zeszłym roku na gwiazdkę. Tato z ociąganiem sięgnął do portmonetki.
- Naprawdę ci obiecałem? - spytał podejrzliwie.
- Naprawdę - odpowiedziałem. - Jak dołożę te dwie dychy do pieniędzy ze skarbonki, będę miał równo 96 złotych i 80 groszy. Przy odrobinie szczęścia do końca tego roku uskładam całego stówaka.
Ojciec pokręcił głową.
- I co zrobisz z taką masą gotówki? - zainteresował się. Uniosłem ramiona.
- Jeszcze nie wiem - przyznałem. - Może wydam na lody albo na kino. Istnieje mnóstwo atrakcyjnych sposobów trwonienia forsy. Tato znów pokręcił głową. Tym razem z dezaprobatą.
- Nie lepiej wpłacić te pieniądze na książeczkę oszczędnościową? - podsunął. - Po dziesięciu latach z samych procentów uzbiera się trzydzieści złotych, a po stu aż trzysta. Razem z wkładem miałbyś okrągłe cztery setki nie licząc procentów od procentów. Gwizdnąłem cicho.
- Sumka nie do pogardzenia - zauważyłem. - A ile miałbym z tej stówy za tysiąc lat?
Tato wziął kartkę i przeprowadził kilka obliczeń.
- Co najmniej trzy tysiące - odrzekł. - Natomiast po upływie miliona lat byłbyś multimilionerem.
Złapałem się za głowę,
- Nic tylko oszczędzać! - zawołałem. - Można bez wysiłku zgromadzić fortunę!
Tato przytaknął.
- Więc decydujesz się? - spytał.
- Jasne! - wykrzyknąłem.
Natychmiast wręczyłem ojcu wszystkie swoje oszczędności, żeby je wpłacił na PKO i z założonymi rękoma usiadłem przed telewizorem.
Przyjemnie jest mieć świadomość, że się nic nie robi, a majątek rośnie.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow