Piasek
Podczas spaceru natknęliśmy się z ojcem na kolejkę, której czoło ginęło w perspektywie ulicy. Na końcu kolejki stał senny mężczyzna. Tato zatrzymał się obok niego i zagaił:
- Co tu dają? Mężczyzna rozłożył ręce.
- Nie mam pojęcia - wyznał. - Stoję tu dopiero od wczoraj. Może ci z przodu będą wiedzieć.
Ruszyliśmy wzdłuż kolejki. Po kilometrze ojciec ponownie stanął.
- Co tu dają? - zapytał znowu, tym razem paniusię w ciemnych okularkach.
Paniusia była bardzo masywna poniżej krzyża i wyglądała na dobrze poinformowaną.
- Jak to co? - odparła. - Piasek na wagę.
- Piasek? - zdumiał się tato. - Jaki piasek? Paniusia wzruszyła ramionkami.
- Normalny - odpowiedziała. - Piasku pan nie widział? Przyjrzeliśmy się jej z niedowierzaniem. Pan, który stał tuż za nią, dorzucił od siebie pod naszym adresem:
- Tylko nie próbujcie wkręcić się do kolejki.
- Wkręcić? - zdumiał się ojciec jeszcze bardziej. - Musiałbym upaść na głowę, żeby stać w kolejce po piasek.
- Dobra, dobra - wtrącił inny pan. - Znamy takich. Tutaj się wymądrza, a za rogiem zostawił taczki. Tato na chwilę zaniemówił.
- Nie mam żadnych taczek - odrzekł w końcu. - Gdybym potrzebował piasku, tobym poszedł no nasze podwórze. Od roku leży tam tego co najmniej dziesięć ton.
Mnóstwo par oczu zwróciło się w naszą stronę.
- Gdzie? - spytał ktoś.
- Niedaleko stąd - odparł ojciec, - Mogę państwu wskazać drogę. Zapadło dziwne milczenie.
- Podpuszcza - burknęła wreszcie paniusia w okularkach. - Myśli, że ludzie tam zaraz polecą, a on na nasze miejsce wtarabani się ze swoimi taczkami.
- Hej ty, cwaniaczku - odezwał się ktoś zza jej pleców - zamiast bajerować, lepiej zasuwaj na koniec kolejki.
- Albo do domu - dodała paniusia. - Do swoich dziesięciu ton.
Posłuchaliśmy jej rady. Po drodze zajrzeliśmy na nasze podwórze. Kopiec piachu wznosił się tam nietknięty. Tato obejrzał go z namysłem.
- Chyba pójdę do piwnicy po wiadro i łopatę - powiedział.
Przytaknąłem.
Licho wie, czy jutro się nie okaże, że piasek jest na kartki.
|