Gazetka
Dyrektor techniczny zaproponował ojcu zredagowanie ściennej gazetki zakładowej. Przez cały dzień tato nie mówił o niczym innym.
- Mam setki koncepcji - rzekł wieczorem. - Mogę w nich przebierać jak w ulęgałkach.
Potem zamknął się w swoim pokoju. Siedział tam całą wolną sobotę oraz niedzielę.
W poniedziałek przyszedł do domu nachmurzony.
- Jak tam twoja gazetka? - spytałem z grzeczności.
- Odrzucona - warknął tato. - Dyrektor techniczny powiedział, że za mało atrakcyjna. Nie przyciąga wzroku, znaczy się.
- Może narysujesz coś interesującego? - podsunąłem. - Albo zamieścisz zdjęcie odpowiedniego formatu, tak jak to robią niektóre tygodniki.
Ojciec wbił we mnie spojrzenie.
- Może masz rację - powiedział i pogalopował do pokoju wertować dostępne mu czasopisma.
Na drugi dzień wpadł do domu roztrzęsiony.
- Dyrektor techniczny wywalił mnie z gabinetu - oznajmił, gdy mu nieco przeszło. - Jeżeli do jutra nie przygotuję mu nowej gazetki, ani chybi potrąci mi premię.
- O co w końcu chodzi? - zdenerwowałem się. - Gazetka ma przyciągać wzrok czy nie? Tato otarł pot z czoła.
- Ma - powiedział - ale w inny sposób. Powinna także zawierać elementy słusznej krytyki. Skąd ja wezmę dane?
- Najlepiej napisz to, co między sobą mówią pracownicy o prze-łożonych.
Ojciec omal mnie nie uściskał i zamknął się w pokoju.
Następnego dnia nie mógł trafić kluczem do zamka. Przez dobrą godzinę oczy biegały mu po wyposażeniu mieszkania.
Na wszelki wypadek nie zadawałem żadnych pytań.
- Gazetka powinna być uwypukleniem zasług i osiągnięć zakładu, a nie paszkwilem na dyrekcję - przemówił wreszcie tato przy kolacji.
- Mam pewną myśl - powiedziałem. Ojciec poderwał się z krzesła.
- Tylko nie racz mnie swoimi pomysłami - wrzasnął i znowu zamknął się w pokoju.
W czwartek wrócił do domu zastanawiająca spokojny.
- Udało się? - spytałem.
- Udało się wybornie - odparł tato. - Poprosiłem, żeby mnie przenieśli do jakiegoś zakładu filialnego, gdzie miałbym większą swobodę twórczą. Dyrektor techniczny nie wyraził wprawdzie zgody, o ile teraz sam się męczy nad tą cholerną gazetką.
|