Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Sugestia

Tuż przed świętami na lekcji historii mówiliśmy o tradycjach gwiazdkowych i kolędnikach.
- Czy ktoś z was widział kiedyś kolędnika? - spytała pani nauczycielka.
Okazało się, że nikt. Jedynie Marycha uniosła dwa palce w górę.
- Ja też nie widziałam - oświadczyła. - Ale bardzo, bardzo bym chciała zobaczyć.
- Jak ktoś bardzo chce, to na pewno zobaczy - powiedziała pani nauczycielka.
l Marycha zobaczyła. W środę rozogniona wpadła do klasy
- Widziałam! - wrzasnęła od progu. - Widziałam kolędnika na własne oczy. Jest na boisku szkolnym i kolęduje! A przy sobie ma pastorał.
Hurmem wybiegliśmy na dwór. Nawet nauczyciele popędzili za nami, chociaż nie wiedzieli, o co chodzi.
Na boisku szkolnym istotnie ktoś był. Tyle że nie kolędował, a chrapał, I nie miał pastorału, ale miotłę. A w ogóle to nie był żaden kolędnik, tylko nasz pan woźny.
Ta Marycha zawsze się z czymś wyrwie.
Rację miała pani: jak ktoś bardzo chce, to na pewno zobaczy.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow